iNNy

 Wiele ostatnio rozważaliśmy o świetle, o różnych jego rodzajach. O sposobach interpretacji obrazu z jego użyciem, zajmowaliśmy się poszukiwaniem postaci w samej rzeźbie oglądając prace Henry’ego Moore’a w Centrum Rzeźby w Orońsku. Mówiliśmy o wewnętrznej sile owych figur wydobywanej przez światło, które może mówić wieloma językami. Skutecznie je odczytamy, jeśli będziemy nimi płynnie władać, skomunikujemy się czyli odbierzemy wiadomość od nadawcy i vice versa.

 Jeśli coś wyłania się z ciemności, to wyłania się ku światłu, tak więc bez ciemności nie byłoby światła. Ciemność do nas mówi, jest nośnikiem informacji i pytań. Co jest w takim razie istotniejsze światło czy cień? Czy można mówić w tym kontekście o zwycięzcy… I znowu powracamy do pytania czym jest obraz i co chce nam powiedzieć, co nowego tym razem wygenerował? Czy i w jakim stopniu wpisuje się w i d e ę samego autora, czy też ją przekroczył? Czy jest ona czytelna? Pojawia się następne pytanie o skuteczność komunikacji między nami na poziomie naszego języka [ale nie tylko w ujęciu, kontekście samego słowa, ale czegoś więcej symbolu, znaku, obrazu jako takiego].

 Nawiązuje do relacji człowieka do świata,  do i N N e g o, nienazwanego imieniem, do Niego [w oglądzie syntetycznym].

UmiejscowiONA została również w tym zestawieniu m a s k a. Sens maski nie tkwi w tym co ona przedstawia, ale w co przeobraża jak twierdził Claude Levi - Strauss. Co będzie oznaczać zestawiona w tym właśnie kontekście? Ciekawe pytanie, bo odpowiedź nie jest jednoznaczna. Maska przeobraziła się w nowy „twór”, który mówi swoim własnym językiem, ale to co wyraża [komunikuje] udaję się jednak częściowo zinterpretować [zdekodować]. Tylko częściowo?

 Pytania zawarte w tym obrazie odnoszą się do pewnego procesu, w którym pozostajemy z różnych względów osamotnieni, prób wychodzenia od – do, patrzenia syntetycznego. Dotyczą poziomu przekraczania samego siebie i stawiania sobie pytań, kogo dotyczy „bohater” tego lub jakiegokolwiek innego obrazu.

 Mnie, Innych, Wszystkich?

 Czy da się wydobyć z niego wspólne pytanie? Jedno, wiele?

 Czym będzie materia, której próbujemy się uchwycić?


the d o o r s

„W trakcie krótkiego spaceru przechodzimy przez wiele drzwi, z których większość spełnia swoje zadanie, jest przyzwoicie wykonana. Ile z nich zasługuje na drugie spojrzenie? Wydaje się, że chodzi o coś więcej niż samą "funkcję", więcej niż o solidną konstrukcję, o coś trudniejszego do osiągnięcia, skoro udaje się to tak niewielu...“

Paul Philippe Cret

 


sTUdium POrtretu // karolina// lipiec 2016

 „Portrety fotograficzne są wszędzie: na ulicy mijamy plakaty ze zdjęciami polityków, na stoiskach z prasą spoglądamy na okładki z modelkami, z gazet patrzą na nas oczy innych ludzi, w księgarniach zaś az roi się od portretów na obwolutach książek. W domu przechowujemy zdjęcia w rodzinnych albumach, a w podróż zabieramy w portfelach fotografie bliskich nam osób, obok paszportu z własnym portretem.        

 Na tych portretach twarze są piękne, groźne, poważne, smutne, wesołe, komiczne, zmęczone, rozbawione, tragiczne, zamyślone, obojętne, ujawniające podświadome marzenia, spontaniczne uczucia, wewnętrzne myśli i pragnienia. Notujemy bowiem na tych fotografiach to, co chcemy zachować na zawsze, czyli umykające w przeszłość wrażenie drugiej osoby” 

Bolesław Lutosławski, „Alchemia portretu”


żadna praca nie hańbi

//reportaż

 Ileż mamy określeń na temat pracy. Bieg, tok, tętno, rytm pracy. Praca ciężka, lekka, mozolna, wytężona, wydajna. Praca świadomego tworzenia. Praca samodzielna lub zbiorowa. Można rzucać się w wir pracy i próbować podołać jej ogromowi. Jest czas i dzień pracy, są metody, styl i jej warunki. Wreszcie wynagrodzenie za pracę... 

 Wstyd, ujma, niesława, sromota – hańba. Co za tym idzie stwierdzenie, że żadna praca nie hańbi sprowadza się do tego, że nie ma pracy stanowiącej dla tego kto ją wywołuje uczucia wstydu i ujmy. Czy tak jest w życiu? Czy to odczucie pracujących bohaterów, czy obserwujących? 

 Trudno wyjść z twierdzeniem, że praca, która w swoim założeniu ma wysiłek czy to intelektualny, czy fizyczny miała by być hańbiąca. Możemy bardziej skupić się na ocenie, opinii publicznej, społeczeństwa, które zakłada, że dane profesje należą do kategorii hańbiących. Ale dlaczego? Stawiają człowieka, który je wykonuje w określonym strukturalnie miejscu drabiny społecznej. Być może bardzo często na podstawie tylko samego zewnętrznego oglądu osoby wykonującej taką, a nie inną pracę. Schematycznie, stereotypowo przypisujemy jej cechy mówiące o niskiej wiedzy, poziomie życia, niezaradności życiowej, problemach…. Stawiamy niżej w „taksologii społecznej”, pochopnie oceniając. Gdzie jest prawda?  A może po prostu sami nie chcielibyśmy wykonywać takiej pracy?

 Chciałam pokazać świat ludzi pracujących inaczej, zwrócić uwagę na człowieka podczas JEGO pracy…jako najważniejszego momentu w danej chwili. Zatrzymać ten moment i go uczcić.  


moment ruchu




na TU ra