po//między//iNNymi




g ra NIC e // cz ę ści // W s pólnej


w i d z e N I E



  

  To w jakiej sytuacji się teraz znaleźliśmy, powinno nas zmusić do postawienia sobie na nowo…, po raz kolejny...pytania o człowieczeństwo. Epidemie, choroby towarzyszą człowiekowi od zawsze – w jaki sposób zmieniło się nasze podejście do nich, jakie są postawy, które w tym czasie przyjmujemy? I czy coś się w ogóle zmieniło od czasów dżumy, ospy, hiszpanki…

  O mechanizmach, wyzwalających zagrożenie, nad którym nie mamy kontroli o lęku, bezsilności, utracie humanitaryzmu, najbardziej podłych wyzwalanych instynktach – piekle na ziemi - o tym jak zmieniają się r e l a c j e l u d z i w czasach kryzysu dowiemy się od Mistrza Saramago - podaje na tacy gotowe studium kondycji ludzkiej ….

 Czyżby jasnowidz? Czy też łatwo to przewidzieć, bo historia lubi się powtarzać, a my nie lubimy się uczyć na własnych błędach? Czy przyjęte postawy prowadzą nas w jedną nieuchronną konieczność? …można się z tym oczywiście nie zgodzić

 Zupełnie przez przypadek (a może i nie przypadek) obejrzałam ostatnio film „Cirkle” o średnio zachęcającej fabule, obsadzie, wątku - w zasadzie nie oglądam nigdy takich filmów, a jednak „podczepił się” poruszanego tutaj tematu. Otóż tajemnicze urządzenie będzie w nim zabijać każdego, kto stoi w kręgu po upływie określonego czasu. Okazuje się, że ludzie jednak mają w y b ó r: mogą głosować i zdecydować, kto zginie następny. A więc kto i dlaczego ?

 To pytanie o kondycję naszego społeczeństwa….

 o relacje w czasach kryzysu…

 o człowieczeństwo….

 

 Myślałam, że obraz ten dotyczy tylko mnie, mojego nazwijmy go „problemu”, ale jak widzę z naszej rozmowy wygenerował on swoje własne treści. Ile jest części wspólnych miedzy tym, co chciałam powiedzieć, a tym co mówi on do innych jest pytaniem do mnie samej. Na ile jestem odbiciem społeczeństwa? Ile z tego czego się dowiem zechce przyjąć również jako własne.

 Nie bez znaczenia jest fakt, że zdjęcie pojawiło się w takiej, a nie innej sytuacji, którą mamy - pandemii. Towarzyszyła mi jednocześnie silna, wewnętrza potrzeba, aby ten obraz powstał i dylemat, czy umieszczać go w przestrzeni publicznej. Stało się. Tak więc nabrał on nowych znaczeń – potrzebował się sam „wypowiedzieć”, a ja stałam się jak widać jego narzędziem. Popchnął mnie…do czynu. Czy zaświadcza sam o sobie w takim kontekście ? – tego nie wiem – to kwestia obecności uniwersalnych treści.

 Bocaccio w Dekameronie, trafnie wskazał nam na postawy przyjmowane w czasie epidemii – niewiele się tutaj chyba zmieniło. Mając tyle innych jeszcze literackich odniesień nawiązujących do podobnych sytuacji – choćby Camusa, Marqueza czy Saramago odpowiedź wydaje się prosta. Skoro decydujemy się przyjąć konkretną postawę w czasie jakiegokolwiek kryzysu jak i w codziennym życiu, to powinniśmy to zrobić ze świadomością wynikających z niej konsekwencji. Pytanie, czy tak potrafimy? Skoro tak, to niepotrzebne byłoby nam poczucie winy? A my jednak ciągle je mamy… 

 A gdyby tak pójść w ślady żony lekarza z „Miasta ślepców”… 

 Pojawiające się epidemie, wojny, zagłady ludzkości (chociażby Holocaust czy Mec Jeghern) pokazują nam powtarzalność pewnego historycznego procesu – najwidoczniej nieuchronnego – skoro razem z doświadczeniem minionych czasów, ogromem wiedzy, praw demokracji i idącej za nią wolności, /pozornej/, postępem cywilizacji nawet najnowsze technologie, medycyna i wywiad nie potrafią nas przed nimi ochronić.


 Czy to oznacza, że jest to naturalny proces w wyniku, którego następuje przełom – coś nowego musi zastąpić, coś starego – pewnego rodzaju r e w o l u c j a (nie oceniając teraz tego, czy niesie za sobą tylko straty, czy również pewne korzyści) – z m i a n a - adaptacja nowego do już istniejącego - w dotychczasowym systemie społecznym, który przestał być wystarczająco wydajny?


 Jest taki fragment u J.Saramago: „To prawda kiedy straciliśmy wzrok, od dawna byliśmy już ślepi, oślepił nas strach i to strach wciąż zalewa nam oczy.”

 Odpowiedzmy sobie sami przed sobą ale, tak naprawdę szczerze. Dlaczego i kogo się ciągle boimy?

 



iNNy                         
yNNi

o G R A n i c z a nie ?

  

  Kto kogo ogranicza w komunikacji? Co jest barierą w relacji mnie z iNNym? Kiedy staramy się przeniknąć //w znaczeniu poznania, poszerzania własnego ja// do świata tego drugiego, innego niż nasz własny, czy to my stawiamy sobie granicę poznania, czy to granica jest nam stawiana? Czy tylko czynniki zewnętrzne //kontekst historyczny, społeczny, kulturowy// mają na tyle silną moc sprawczą, aby nieuchronnie pozbawić człowieka komunikacji z iNNym? 

  A może to często nadużywane tylko przez nasz swego rodzaju alibi? Czy też w nas samych istnieje potrzeba izolowania owych iNNych lub nawet eliminowania w poczuciu prawa do szerokorozumianej własności, wyższości, ważności. //Czy prawomocnej? Czy aby sami nie byliśmy pod drugiej stronie w takiej relacji?//  

  Podejmując decyzję za iNNych //wykorzystując rzekomą przewagę// pozbawiamy ich samodzielnego podejmowania decyzji, suwerennego wchodzenia w relacje i w ten sposób doprowadzamy do uległości, uzależnienia, niechęci, wywołania poczucia winy albo buntu.

Odpowiedzią na co może być frustracja, złość a nawet agresja w relacji z drugim człowiekiem. Często właśnie odwet jednego na drugim.

Autodestrukcyjna siła, zawłaszczanie, kolonizacja, brak empatii, otwartości, szacunku - hegemonia.

  Nie zawsze wygrywa silniejszy – mówiąc o sile w znaczeniu wiedzy, uważności i dojrzałości.

Jak się okazuje bardzo często jej sedno – w znaczeniu fizycznej przewagi jednego nad drugim – potwierdza się w tylko i wyłącznie w ilości jej fizycznych pragmatyków. 

 Czy zatem możliwy jest jakikolwiek zwycięzca w tej grze?


s t a ł e 

z m i e n n e

prev next

pun KT O dniesienia ?

  

  Jak często zadajemy sobie pytanie, jaki jest nasz punkt odniesienia w przestrzeni, w której żyjemy? Punkt, względem którego określa się położenie lub jego zmianę, r u c h innej materii, ciała, względem własnego. Czy to ja oddalam się od drugiego człowieka, rzeczy, czy to on/ona oddala się ode mnie?

  A może jesteśmy sami dla siebie jednym punktem odniesienia tworząc bezwład, zastój, letarg?

  Idąc dalej, czy przyjęty przez nas standard postrzegania jest stały, czy może zmienny? Jeśli się zmienia, to co go warunkuje? Jeżeli natomiast stały, to względem jakich zasad? I czy możemy mówić o jedynym miarkującym postrzeganie rzeczywistości punkcie relacji odniesień, czy o wielu? Względność ta daje wiec możliwość różnej interpretacji tego samego obrazu i ujęcia – dając nam obraz w lustrze, za szybą, w sobie  - w perspektywie odwróconej.

  Pytanie należy postawić więc - kto w relacji względem kogo będzie w ruchu, a kto pozostanie pozornie lub nie, nieporuszony?



o s T A t n i a    h e r b a t a


  

 Ceremonia dobiegła do końca: goście, powstrzymując z trudem łzy, pożegnali się ostatni raz i wyszli. Został tylko jeden, najbliższy i najdroższy, by być świadkiem końca. Rikyu zdjął szaty noszone przy ceremonii herbacianej i ostrożnie złożył je na macie, odsłaniając biały, śmiertelny strój, dotychczas ukryty. Czule spojrzał na błyszczące ostrze śmiercionośnego sztyletu...

  (...)
  Z uśmiechem na twarzy przeszedł do krainy Nieznanego.

茶の本

Kakuzo Okakura


 
 
 

 

  Wiele ostatnio rozważaliśmy o świetle, o różnych jego rodzajach. O sposobach interpretacji obrazu z jego użyciem, zajmowaliśmy się poszukiwaniem postaci w samej rzeźbie oglądając prace Henry’ego Moore’a w Centrum Rzeźby w Orońsku. Mówiliśmy o wewnętrznej sile owych figur wydobywanej przez światło, które może mówić wieloma językami. Skutecznie je odczytamy, jeśli będziemy nimi płynnie władać, skomunikujemy się czyli odbierzemy wiadomość od nadawcy i vice versa.

  Jeśli coś wyłania się z ciemności, to wyłania się ku światłu, tak więc bez ciemności nie byłoby światła. Ciemność do nas mówi, jest nośnikiem informacji i pytań. Co jest w takim razie istotniejsze światło czy cień? Czy można mówić w tym kontekście o zwycięzcy… I znowu powracamy do pytania czym jest obraz i co chce nam powiedzieć, co nowego tym razem wygenerował? Czy i w jakim stopniu wpisuje się w i d e ę samego autora, czy też ją przekroczył? Czy jest ona czytelna? Pojawia się następne pytanie o skuteczność komunikacji między nami na poziomie naszego języka [ale nie tylko w ujęciu, kontekście samego słowa, ale czegoś więcej symbolu, znaku, obrazu jako takiego].

  Nawiązuje do relacji człowieka do świata,  do i N N e g o, nienazwanego imieniem, do Niego [w oglądzie syntetycznym].

UmiejscowiONA została również w tym zestawieniu m a s k a. Sens maski nie tkwi w tym co ona przedstawia, ale w co przeobraża jak twierdził Claude Levi - Strauss. Co będzie oznaczać zestawiona w tym właśnie kontekście? Ciekawe pytanie, bo odpowiedź nie jest jednoznaczna. Maska przeobraziła się w nowy „twór”, który mówi swoim własnym językiem, ale to co wyraża [komunikuje] udaję się jednak częściowo zinterpretować [zdekodować]. Tylko częściowo?

  Pytania zawarte w tym obrazie odnoszą się do pewnego procesu, w którym pozostajemy z różnych względów osamotnieni, prób wychodzenia od – do, patrzenia syntetycznego. Dotyczą poziomu przekraczania samego siebie i stawiania sobie pytań, kogo dotyczy „bohater” tego lub jakiegokolwiek innego obrazu.

  Mnie, Innych, Wszystkich?

  Czy da się wydobyć z niego wspólne pytanie? Jedno, wiele?

  Czym będzie materia, której próbujemy się uchwycić?




m    o    m   e   n  t      r   u  c  h u    m    o    m   e   n  t      r   u  c  h u    m    o    m   e   n  t      r   u  c  h u       m    o    m   e   n  t      r   u  c  h u   m    o    m   e   n  t      r   u  c  h u      



<<  P E N E L O P A >>


Czekam na ciebie obok tej nocy
która przysiadła na sąsiednim krawężniku
i ciemne usta podpiera
i ma postać Murzynki
chmurne oczy
na policzku cień liścia palmowego

mówię tej nocy — nie dzwoń złotem gwiazd
uspokój w fałdach sukni wiatr
czekaj
przecież wiesz że on przyjdzie
jak deszcz co myje włosy
wyschniętego na słońcu drzewa

"Czekam na ciebie obok" - Halina Poświatowska


the d o o r s

„W trakcie krótkiego spaceru przechodzimy przez wiele drzwi, z których większość spełnia swoje zadanie, jest przyzwoicie wykonana. Ile z nich zasługuje na drugie spojrzenie? Wydaje się, że chodzi o coś więcej niż samą "funkcję", więcej niż o solidną konstrukcję, o coś trudniejszego do osiągnięcia, skoro udaje się to tak niewielu...“

Paul Philippe Cret

 


sTUdium POrtretu // karolina// lipiec 2016



 „Portrety fotograficzne są wszędzie: na ulicy mijamy plakaty ze zdjęciami polityków, na stoiskach z prasą spoglądamy na okładki z modelkami, z gazet patrzą na nas oczy innych ludzi, w księgarniach zaś az roi się od portretów na obwolutach książek. W domu przechowujemy zdjęcia w rodzinnych albumach, a w podróż zabieramy w portfelach fotografie bliskich nam osób, obok paszportu z własnym portretem.        

 Na tych portretach twarze są piękne, groźne, poważne, smutne, wesołe, komiczne, zmęczone, rozbawione, tragiczne, zamyślone, obojętne, ujawniające podświadome marzenia, spontaniczne uczucia, wewnętrzne myśli i pragnienia. Notujemy bowiem na tych fotografiach to, co chcemy zachować na zawsze, czyli umykające w przeszłość wrażenie drugiej osoby” 

Bolesław Lutosławski, „Alchemia portretu”


żadna praca nie hańbi

//

reportaż

 Ileż mamy określeń na temat pracy. Bieg, tok, tętno, rytm pracy. Praca ciężka, lekka, mozolna, wytężona, wydajna. Praca świadomego tworzenia. Praca samodzielna lub zbiorowa. Można rzucać się w wir pracy i próbować podołać jej ogromowi. Jest czas i dzień pracy, są metody, styl i jej warunki. Wreszcie wynagrodzenie za pracę... 

 Wstyd, ujma, niesława, sromota – hańba. Co za tym idzie stwierdzenie, że żadna praca nie hańbi sprowadza się do tego, że nie ma pracy stanowiącej dla tego kto ją wywołuje uczucia wstydu i ujmy. Czy tak jest w życiu? Czy to odczucie pracujących bohaterów, czy obserwujących? 

 Trudno wyjść z twierdzeniem, że praca, która w swoim założeniu ma wysiłek czy to intelektualny, czy fizyczny miała by być hańbiąca. Możemy bardziej skupić się na ocenie, opinii publicznej, społeczeństwa, które zakłada, że dane profesje należą do kategorii hańbiących. Ale dlaczego? Stawiają człowieka, który je wykonuje w określonym strukturalnie miejscu drabiny społecznej. Być może bardzo często na podstawie tylko samego zewnętrznego oglądu osoby wykonującej taką, a nie inną pracę. Schematycznie, stereotypowo przypisujemy jej cechy mówiące o niskiej wiedzy, poziomie życia, niezaradności życiowej, problemach…. Stawiamy niżej w „taksologii społecznej”, pochopnie oceniając. Gdzie jest prawda?  A może po prostu sami nie chcielibyśmy wykonywać takiej pracy?

 Chciałam pokazać świat ludzi pracujących inaczej, zwrócić uwagę na człowieka podczas JEGO pracy…jako najważniejszego momentu w danej chwili. Zatrzymać ten moment i go uczcić.