iNNy                         
yNNi

o G R A n i c z a nie ?

  Kto kogo ogranicza w komunikacji? Co jest barierą w relacji mnie z iNNym? Kiedy staramy się przeniknąć //w znaczeniu poznania, poszerzania własnego ja// do świata tego drugiego, innego niż nasz własny, czy to my stawiamy sobie granicę poznania, czy to granica jest nam stawiana? Czy tylko czynniki zewnętrzne //kontekst historyczny, społeczny, kulturowy// mają na tyle silną moc sprawczą, aby nieuchronnie pozbawić człowieka komunikacji z iNNym? 

  A może to często nadużywane tylko przez nasz swego rodzaju alibi? Czy też w nas samych istnieje potrzeba izolowania owych iNNych lub nawet eliminowania w poczuciu prawa do szerokorozumianej własności, wyższości, ważności. //Czy prawomocnej? Czy aby sami nie byliśmy pod drugiej stronie w takiej relacji?//  

  Podejmując decyzję za iNNych //wykorzystując rzekomą przewagę// pozbawiamy ich samodzielnego podejmowania decyzji, suwerennego wchodzenia w relacje i w ten sposób doprowadzamy do uległości, uzależnienia, niechęci, wywołania poczucia winy albo buntu.

Odpowiedzią na co może być frustracja, złość a nawet agresja w relacji z drugim człowiekiem. Często właśnie odwet jednego na drugim.

Autodestrukcyjna siła, zawłaszczanie, kolonizacja, brak empatii, otwartości, szacunku - hegemonia.

  Nie zawsze wygrywa silniejszy – mówiąc o sile w znaczeniu wiedzy, uważności i dojrzałości.

Jak się okazuje bardzo często jej sedno – w znaczeniu fizycznej przewagi jednego nad drugim – potwierdza się w tylko i wyłącznie w ilości jej fizycznych pragmatyków. 

 Czy zatem możliwy jest jakikolwiek zwycięzca w tej grze?


  Wiele ostatnio rozważaliśmy o świetle, o różnych jego rodzajach. O sposobach interpretacji obrazu z jego użyciem, zajmowaliśmy się poszukiwaniem postaci w samej rzeźbie oglądając prace Henry’ego Moore’a w Centrum Rzeźby w Orońsku. Mówiliśmy o wewnętrznej sile owych figur wydobywanej przez światło, które może mówić wieloma językami. Skutecznie je odczytamy, jeśli będziemy nimi płynnie władać, skomunikujemy się czyli odbierzemy wiadomość od nadawcy i vice versa.

  Jeśli coś wyłania się z ciemności, to wyłania się ku światłu, tak więc bez ciemności nie byłoby światła. Ciemność do nas mówi, jest nośnikiem informacji i pytań. Co jest w takim razie istotniejsze światło czy cień? Czy można mówić w tym kontekście o zwycięzcy… I znowu powracamy do pytania czym jest obraz i co chce nam powiedzieć, co nowego tym razem wygenerował? Czy i w jakim stopniu wpisuje się w i d e ę samego autora, czy też ją przekroczył? Czy jest ona czytelna? Pojawia się następne pytanie o skuteczność komunikacji między nami na poziomie naszego języka [ale nie tylko w ujęciu, kontekście samego słowa, ale czegoś więcej symbolu, znaku, obrazu jako takiego].

  Nawiązuje do relacji człowieka do świata,  do i N N e g o, nienazwanego imieniem, do Niego [w oglądzie syntetycznym].

UmiejscowiONA została również w tym zestawieniu m a s k a. Sens maski nie tkwi w tym co ona przedstawia, ale w co przeobraża jak twierdził Claude Levi - Strauss. Co będzie oznaczać zestawiona w tym właśnie kontekście? Ciekawe pytanie, bo odpowiedź nie jest jednoznaczna. Maska przeobraziła się w nowy „twór”, który mówi swoim własnym językiem, ale to co wyraża [komunikuje] udaję się jednak częściowo zinterpretować [zdekodować]. Tylko częściowo?

  Pytania zawarte w tym obrazie odnoszą się do pewnego procesu, w którym pozostajemy z różnych względów osamotnieni, prób wychodzenia od – do, patrzenia syntetycznego. Dotyczą poziomu przekraczania samego siebie i stawiania sobie pytań, kogo dotyczy „bohater” tego lub jakiegokolwiek innego obrazu.

  Mnie, Innych, Wszystkich?

  Czy da się wydobyć z niego wspólne pytanie? Jedno, wiele?

  Czym będzie materia, której próbujemy się uchwycić?



m    o    m   e   n  t      r   u  c  h u    m    o    m   e   n  t      r   u  c  h u    m    o    m   e   n  t      r   u  c  h u       m    o    m   e   n  t      r   u  c  h u   m    o    m   e   n  t      r   u  c  h u      



<<  P E N E L O P A >>


Czekam na ciebie obok tej nocy
która przysiadła na sąsiednim krawężniku
i ciemne usta podpiera
i ma postać Murzynki
chmurne oczy
na policzku cień liścia palmowego

mówię tej nocy — nie dzwoń złotem gwiazd
uspokój w fałdach sukni wiatr
czekaj
przecież wiesz że on przyjdzie
jak deszcz co myje włosy
wyschniętego na słońcu drzewa

"Czekam na ciebie obok" - Halina Poświatowska


the d o o r s

„W trakcie krótkiego spaceru przechodzimy przez wiele drzwi, z których większość spełnia swoje zadanie, jest przyzwoicie wykonana. Ile z nich zasługuje na drugie spojrzenie? Wydaje się, że chodzi o coś więcej niż samą "funkcję", więcej niż o solidną konstrukcję, o coś trudniejszego do osiągnięcia, skoro udaje się to tak niewielu...“

Paul Philippe Cret

 


sTUdium POrtretu // karolina// lipiec 2016

 „Portrety fotograficzne są wszędzie: na ulicy mijamy plakaty ze zdjęciami polityków, na stoiskach z prasą spoglądamy na okładki z modelkami, z gazet patrzą na nas oczy innych ludzi, w księgarniach zaś az roi się od portretów na obwolutach książek. W domu przechowujemy zdjęcia w rodzinnych albumach, a w podróż zabieramy w portfelach fotografie bliskich nam osób, obok paszportu z własnym portretem.        

 Na tych portretach twarze są piękne, groźne, poważne, smutne, wesołe, komiczne, zmęczone, rozbawione, tragiczne, zamyślone, obojętne, ujawniające podświadome marzenia, spontaniczne uczucia, wewnętrzne myśli i pragnienia. Notujemy bowiem na tych fotografiach to, co chcemy zachować na zawsze, czyli umykające w przeszłość wrażenie drugiej osoby” 

Bolesław Lutosławski, „Alchemia portretu”


żadna praca nie hańbi

//reportaż

 Ileż mamy określeń na temat pracy. Bieg, tok, tętno, rytm pracy. Praca ciężka, lekka, mozolna, wytężona, wydajna. Praca świadomego tworzenia. Praca samodzielna lub zbiorowa. Można rzucać się w wir pracy i próbować podołać jej ogromowi. Jest czas i dzień pracy, są metody, styl i jej warunki. Wreszcie wynagrodzenie za pracę... 

 Wstyd, ujma, niesława, sromota – hańba. Co za tym idzie stwierdzenie, że żadna praca nie hańbi sprowadza się do tego, że nie ma pracy stanowiącej dla tego kto ją wywołuje uczucia wstydu i ujmy. Czy tak jest w życiu? Czy to odczucie pracujących bohaterów, czy obserwujących? 

 Trudno wyjść z twierdzeniem, że praca, która w swoim założeniu ma wysiłek czy to intelektualny, czy fizyczny miała by być hańbiąca. Możemy bardziej skupić się na ocenie, opinii publicznej, społeczeństwa, które zakłada, że dane profesje należą do kategorii hańbiących. Ale dlaczego? Stawiają człowieka, który je wykonuje w określonym strukturalnie miejscu drabiny społecznej. Być może bardzo często na podstawie tylko samego zewnętrznego oglądu osoby wykonującej taką, a nie inną pracę. Schematycznie, stereotypowo przypisujemy jej cechy mówiące o niskiej wiedzy, poziomie życia, niezaradności życiowej, problemach…. Stawiamy niżej w „taksologii społecznej”, pochopnie oceniając. Gdzie jest prawda?  A może po prostu sami nie chcielibyśmy wykonywać takiej pracy?

 Chciałam pokazać świat ludzi pracujących inaczej, zwrócić uwagę na człowieka podczas JEGO pracy…jako najważniejszego momentu w danej chwili. Zatrzymać ten moment i go uczcić.